Widzisz wypowiedzi znalezione dla zapytania: Ośrodek egzaminacyjny kierowców Poznań





Temat: Na jakim samochodzie będę zdawać egzamin??

- Uprzejmie informujemy kandydatów na kierowców oraz Ośrodki Szkolenia Kierowców, iż na podstawie umowy podpisanej pomiędzy konsorcjum Renault Wielkopolska a Wojewódzkim Ośrodkiem Ruchu Drogowego w Poznaniu, w pierwszej połowie listopada 2008r. zostaną wprowadzone nowe pojazdy egzaminacyjne marki Renault Clio.
KOMUNIKAT

Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Poznaniu informuje, że w związku z zakończonym postępowaniem publicznym na "dostawę samochodów osobowych przeznaczonych do przeprowadzania egzaminów państwowych na prawo jazdy kat. B dla Wojewódzkich Ośrodków Ruchu drogowego w Poznaniu, Kalisz, Koninie, Lesznie i Pile" - ZP WORD13/samochody/2007 w drugiej dekadzie listopada br. dotychczas użytkowane przez WORD Poznań samochody egzaminacyjne marki FIAT PUNTO zostaną zastąpione nowymi samochodami egzaminacyjnymi marki RENAULT CLIO III. W związku z powyższym od ok. 10 listopada 2008 roku egzaminy na prawo jazdy kat. B w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Poznaniu odbywać się będą tylko na nowych samochodach marki RENAULT CLIO.





Temat: trasy egzaminacyjne
Parę słów wyjaśnienia dotyczących tras egzaminacyjnych:wyznaczona trasa egzaminacyjna która znajduje się w bielskim WORD dotyczy tylko egzaminu na kat.C,egzaminy na kat.B nie mają wyznaczonych tras.Kryteria oceny na poszczególne kategorie prawa jazdy są zróżnicowane,w przypadku kat.B egzaminator ocenia m.in. zachowanie kierowcy na różnych rodzajach dróg (szerokie,wąskie, o różnych nawierzchniach,różnym spadku terenu).Ocenia się również zachowanie kierowcy między skrzyżowaniami,na skrzyżowaniach,wokół przejść dla pieszych,wokół przystanków komunikacji publicznej itp.Każdy uczestnik kursu na prawo jazdy powinien poznać kryteria oceny na egzaminie państwowym. Obowiązkiem każdego ośrodka szkolenia kierowców jest zapoznanie kandydata na kierowcę z tym tematem.Wiem z doświadczenia, że w wielu ośrodkach pomija się ten temat a przecież ma on bardzo ważny wpływ na przebieg egzaminu.W trakcie trwania zajęć praktycznych przyszli kierowcy poznają wiele dróg w mieście po których może przebiegać również egzamin,jednak nie powinno się szkolić kierowców tylko pod kątem egzaminu,takie osoby nie radzą sobie potem w przyszłości na drogach.





Temat: Nowy kurs na przewóz osób

Nie wiem czy taki temat zaistniał na forum ale chyba warto ten temat poruszyć. Z tego co się dowiadywałem ( rozmowa z kierownikiem ośrodka szkolenia kierowców przy ul. Stalowej czyli w OSK MZA ) jeżeli ktoś ma datę zdania egzaminu na kat. D później niż 10 września 2008 to obejmuje go zupełnie nowa ustawa z zakresu przewozu osób a więc: Kurs trwa 260 godzin w tym 20 godzin praktyki na macie poślizgowej autobusem, kurs trwa około 4-5 miesięcy a teraz najlepsze... CENA od 7.000 - do 10.000 PLN więc prawo jazdy na autobus to koszt obecnie około +/- 15.000 PLN. Jedyny ośrodek uprawniony do takie szkolenia jest w poznaniu, być może niedługo OSK MZA w Warszawie... To jest wymysł naszych wspaniałych rządzący, zamiast pierw przygotować ośrodki egzaminacyjne to najpierw ustawy sobie wymyślają, nic tylko pogratulować tym bez mózgom To teraz niech wykładają z własnej kieszeni pieniądze na kurs skoro mają takie pomysły! Albo zrobimy im wymagania kursy na posłów cena kursu 45 tyś. Zł, zobaczymy co darmozjady zrobią!



Temat: Egzamin w pojeździe zapewnionym przez osobę egzaminowaną.
Faktem jest, że jeżeli kandydat na kierowcę chce zdawać na prawo jazdy z automatyczną skrzynią biegów lub jest to osoba niepełnosprawna, a WORD nie posiada odpowiedniego auta do przeprowadzenia egzaminu w tym zakresie, to osoba egzaminowana powinna dostarczyć taki pojazd na własną rękę.

Mówi o tym:
Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 27 października 2005 r.
w sprawie szkolenia, egzaminowania i uzyskiwania uprawnień przez kierujących pojazdami, instruktorów i egzaminatorów.
Rozdział 4 Ośrodki egzaminowania
§ 19. Pojazdy, o których mowa w § 16 pkt 3, powinny:
1) być oznaczone i wyposażone w sposób określony odrębnymi przepisami;
2) spełniać wymagania, o których mowa w § 3 ust. 1 pkt 3;
3) być zapewnione przez osoby:
a) ubiegające się o prawo jazdy kategorii B1,
b) niepełnosprawne posiadające orzeczenie lekarskie z adnotacją, że może prowadzić pojazd silnikowy po przystosowaniu go do rodzaju schorzenia - pojazd jest przystosowany do rodzaju schorzenia osoby egzaminowanej,
c) egzaminowane, jeżeli egzamin przeprowadzany jest pojazdem z automatyczną skrzynią biegów;
4) być wyposażone w urządzenie rejestrujące przebieg egzaminu - w zakresie prawa jazdy kategorii B - z wyjątkiem pojazdu zapewnianego przez osobę egzaminowaną.

Punkt czwarty mówi, że pojazd taki nie musi być wyposażony w urządzenia rejestrujące przebieg egzaminu.
W związku z tym, chciała bym poznać stanowisko innych, jak jest w tym wypadku z wszelkiego rodzaju odwołaniami i jak tu udowodnić pomyłkę lub błędną ocenę egzaminatora?




Temat: egzamin
Wczoraj zdawałem pierwszy raz egzamin. Odbywał się w Poznaniu. Zdawało 25 osób a zdało 0 "zero". Nawet Pan z komisji oświadczył że po raz pierwszy w historii ich ośrodka egzaminacyjnego była taka wpadka że z teorii oblali wszyscy. Co wy na to? Kaska goni kaskę.
Odnośnie pytań to pokręcone jak zawsze. Opisowe dotyczyło sam.ciężarowy asenizacyjny "WUKO "jakiś tam""zarejestr. po 01.01.2007 podane ciśnienia robocze zbiornika i masy pojazdu, przyjechał na okresowe. Kazali określić rodzaj badania i szczegółowo opisać przebieg badania, jakich dokumentów żądać od kierowcy i jakie dokumenty wystawia się po badaniu? Nawet nie wiem na czym poległem bo od nich uzyskać jakichś informacji to skaranie boskie milczą jak grób. Mam nadzieję że jak pojadę drugi raz to zaliczę chociaż teorię.



Temat: Poznań
Robiłam prawko(kat.B) w OSK(P.LESZKA Z.)przy AK.ROLNICZEJ
Nie umiem ocenić,tej szkoły względem innych,bo nie miałam takiej potrzeby,by o to zabiegać.
Motoryzacja nie była moją mocną stroną,a do zrobienia prawka,skłoniła mnie sytuacja życiowa,dlatego podjęłam to wyzwanie i pewnie,też byłam nie lada "wyzwaniem",dla kadry instruktorskiej..
Półroczny wysiłek zmagań o prawko zakończył się pomyślnie i mam nadzieję,że posiadanie jego ułatwi mi życie.

Kilka uwag,które zadecydowały o wyborze tej szkoły przeze mnie:
*z góry wiadome dni zajęć teoretycznych;
*bliska odległość od miejsca zamieszkania i trasy egzaminacyjnej;
*dobre referencje moich znajomych,którzy w tej szkole prawko robili...i to wystarczylo..

Miałam przyjemność poznania całej kadry ,bo jest to malutki ośrodek ,i przy okazji pięknie dziękuję,za starania,które kształtowały moje przygotowanie do bycia kierowcą:

*p.IWONIE-za pierwsze wskazówki i nadzór,po rozpoczęciu kursu;
*p.STANISŁAWOWI-za przygotowanie teoretyczne i teścik wewnętrzny
*Ratowniczce medycznej-za wskazówki z medycyny ratunkowej
*p.MIRKOWI-za pierwsze "kroki"w prowadzeniu auta, i uświadomienie,że przepisy ruchu drogowego,należy przede wszystkim rozumieć,a nie tylko widzieć znaki drogowe i nade wszystko za wyrozumiałość do"trzęsących nóżek"i
*p.RYSZARDOWI-za chwilowe zastępstwo i rady
*ANDRZEJOWI !!,któremu wielokrotnie "spędzałam sen z powiek",z powodu własnej koncepcji rozumienia przepisów ruchu drogowego,i panicznego lęku na lewoskretach
*p.LESZKOWI-za cenne wskazówki i rady tuż przed finałem.

BARDZO DZIEKUJĘ I POZDRAWIAM.Barbara B.




Temat: warunki pogodowe a egzamin

Do prawka po śniegu

Minął pierwszy tydzień funkcjonowania nowych zasad zdawania na prawo jazdy. Miało być łatwiej, ale nie jest. Wczoraj sprawdziliśmy jak kandydaci na kierowców radzą sobie przy fatalnej pogodzie.
Wielu zainteresowanych zdobyciem prawa jazdy cieszyło się ze zmiany zasad - już zapominali o koszmarze kręcenia między słupkami na placu manewrowym: odpadają wjazdy do zatoczek, do garażu, zostaje tylko jazda po łuku i ruszanie pod górkę. Co więcej - łuk został poszerzony o pół metra. A tu niespodzianka...

- Większość kandydatów na kierowców nadal „odpada” na manewrach - mówi Wiktor Spiżewski, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Poznaniu.

Ośrodek wprowadził kilka zmian: oprócz poszerzenia toru łuku i zamontowania kamer w samochodach pojawiło się istotne ograniczenie, w postaci zakończenia egzaminu w momencie przejechania przez linię lub wjazdu na pachołek. Nie ma powtórki.

Wszystkie auta są jednakowe - czerwone, bo jak zdradza dyr Spiżewski, niekiedy ci, co nie zdali, mieli dziwne pretensje - mówili, że chcieli jechać niebieskim autem, a dostali np. czerwone, a tego koloru nie lubią.

Wczorajsze egzaminy wyglądały dość nietypowo - plac manewrowy był stale odśnieżany i między słupkami torów jeździł spychacz. Obok w tym czasie odbywały się egzaminy. Za to wyjeżdżający „na miasto” egzaminowani z duszą na ramieniu skręcali w bruzdy wyorane w brudnych zwałach śniegu.

- Nie ma prawa jazdy na słońce i na śnieg, trzeba umieć jeździć w każdych warunkach - twierdzi dyr Spiżewski. - Odśnieżamy co chwilę plac, a instruktorzy wciąż oczyszczają ze śniegu szyby. Jeśli ktoś się boi wyjeżdżać teraz, może przełożyć egzamin, bo lepiej zapłacić za jego połowę, niż za cały, ale niezdany.

Jednak wbrew pozorom wczoraj było łatwiej zdać: śnieg zasypał linie na jezdniach (nie widać było więc ich przekroczenia), a wszyscy kierowcy i tak jeździli bardzo ostrożnie i wolno, średnio zaledwie 30 km/h! Nic dziwnego, że na plac wracali zadowoleni autorzy dopiero wykonanej jazdy egzaminacyjnej.

- Bez problemu, pojechałem normalnie - cieszy się Grzegorz Jaskuła, który zdał egzamin.

- Nie ma takiego rozdziału, że zdaje więcej mężczyzn niż kobiet - informuje dyr Spiżewski. - Jak zdający jest przygotowany, to zdaje, a wiele kobiet pewniej kręci kierownicą, niż niejeden egzaminowany. Choć są i tacy pewniacy, jak uczniowie szkół samochodowych - jak ci chłopcy przychodzą na egzamin, to z reguły są tak przygotowani, że zdają bez problemu.



Ciekawy jest nowy powód oblewania egzaminów. Nie ten kolor samochodu



Temat: NowoÂści w Rybniku
Ośrodek egzaminowania kierowców po dwóch latach wraca do Rybnika

Zapadła decyzja o budowie nowego Ośrodka Ruchu Drogowego w Rybniku. Katowicki WORD kupił właśnie za ponad ćwierć miliona złotych działkę na terenie miasta. Nowy ośrodek powstanie na ulicy Podmiejskiej.

WORD w Rybniku został zlikwidowany dwa lata temu. Ostatnie egzaminy w ośrodku przy ul. Prostej odbyły się 18 lutego 2005 roku. Zdenerwowani kursanci nie dawali za wygraną i podpisywali liczne petycje przeciwko likwidacji WORD w Rybniku. Jedynym ośrodkiem egzaminowania kierowców w regionie był od tej pory ośrodek w oddalonym o kilkanaście kilometrów Jastrzębiu Zdroju.

- Na otwarcie ośrodka w Rybniku czekamy już od dawna - cieszy się Bolesław Szczepaniak, który prowadzi szkołę nauki jazdy w Rybniku.

- Kursy się przedłużają, bo na egzamin w Jastrzębiu Zdroju kursanci muszą czekać ponad dwa miesiące. Żeby nie wypaść z wprawy w prowadzeniu auta, muszą wykupić dodatkowe jazdy, więc dla nich to też spory kłopot - dodaje.

Nareszcie dopięliśmy swego! Chciałabym zdawać egzaminy w Rybniku. Znam tu drogi i byłoby mi łatwiej. A poza tym może udałoby mi się załapać na wcześniejszy termin, bo w Jastrzębiu kolejki są ogromne - mówi Aleksandra Iwachów. Ogromnym problemem jest też odległość między Jastrzębiem a innymi miastami regionu. Żeby zdać egzamin i poznać miasto, kursanci z Raciborza, Czerwionki-Leszczyn czy Orzesza muszą pokonać kilkadziesiąt kilometrów.

Dla ubiegających się o prawo jazdy to prawdziwy horror.

Żeby dojechać z Rybnika do Jastrzębia kursanci potrzebują prawie godzinę.

Ten czas mogliby już poświęcić na poznanie miasta, w którym będą zdawać egzamin i na ćwiczenia. A tak tracą go na dojazd i mają jedną godzinę jazd na jastrzębskich drogach mniej - mówi Anna Mucha, instruktorka jazdy.

Kiedy ten koszmar się skończy?

Na przełomie czerwca i lipca zostanie podpisany akt notarialny i wtedy ruszy budowa ośrodka - informuje Aleksandra Marzyńska, rzecznik WORD w Katowicach.- Liczymy, że do nowego ośrodka wprowadzimy się jeszcze przed końcem przyszłego roku i wtedy też będzie tam można zdawać egzaminy na prawo jazdy każdej kategorii - dodaje. - Kiedy zamykaliśmy ośrodek w Rybniku rozżalonym mieszkańcom obiecaliśmy, że jak tylko miasto znajdzie dla nas odpowiedni teren, to wrócimy do Rybnika. I tak się stało - mówi Aleksandra Marzyńska.

Rybnicka działka, na której powstanie ośrodek egzaminowania kierowców, kosztowała WORD ponad 257 tysięcy złotych.

Bronili do końca

Ośrodek egzaminowania w Rybniku zamknięto w lutym 2005 roku. Dyrekcja WORD z Katowic argumentowała wówczas, że jest on w kiepskim stanie technicznym. Plac manewrowy był mały i pełen kolein, a o remoncie i rozbudowie nie mogło być wówczas mowy. Nikt, kto robił kurs prawa jazdy w Rybniku, nie chciał zdawać egzaminów w oddalonym o ponad 20 kilometrów Jastrzębiu. Właściciele szkół jazdy założyli nawet stowarzyszenie, które miało bronić rybnickiego ośrodka. Miasto kilkakrotnie proponowało WORD w Katowicach alternatywne działki. Jednak dopiero teren w pobliżu Elektrowni przypadł dyrekcji z Katowic do gustu. (kub)

Dziennik Zachodni



Temat: Nowe Autka POZNAN

Dziś Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Poznaniu otworzy oferty wprzetargu na zakup 66 samochodów do egzaminowania kierowców. Jeszcze przed złożeniem ofert dilerzy złożyli protesty. Nie podoba im się, że warunkiem zawarcia umowy będzie przejęcie przez zwycięzcę przetargu w rozliczeniu 53 aut używanych przez WORD.

Dziś Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Poznaniu otworzy oferty w przetargu na zakup 66 samochodów do egzaminowania kierowców. Jeszcze przed złożeniem ofert dilerzy złożyli protesty.
Nowe samochody trafią do ośrodków egzaminacyjnych w Poznaniu, Kaliszu, Koninie, Lesznie i Pile. Na ich zakup WORD planuje przeznaczyć do 211 tys. euro. To za mało, by kupić 66 samochodów, dlatego warunkiem zawarcia umowy będzie przejęcie przez zwycięzcę przetargu w rozliczeniu 53 aut używanych przez WORD: 52 fiatów punto i jednej toyoty yaris z różnym przebiegiem io różnej wartości. Cena za dostarczenie nowych aut ma być więc de facto po prostu umniejszona ocenę przejętych aut używanych.
Stawka w przetargu jest wysoka, bo oprócz zysku ze sprzedaży nowych samochodów, dilerzy będą także zarabiać na serwisie i bieżących naprawach. Po ogłoszeniu przetargu do WORD wpłynęły protesty dwóch firm: Szpot (diler opla) i ToyoCar J. J. Mikołajczak (diler toyoty). W piśmie, które złożył Szpot, czytamy, że ośrodek naruszył aż dziewięć artykułów Ustawy ozamówieniach publicznych, Ustawę o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych i Ustawę o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Dilerowi opla nie podoba się przede wszystkim zasada przyjęcia w rozliczeniu używanych aut. Wątpliwości budzi też bezpłatne, jego zdaniem, przystosowanie nowych aut do egzaminowania (np. podwójne sprzęgło). Tymczasem, jak tłumaczy dyrektor poznańskiego WORD Mariusz Prasek, dilerzy, którzy wystartują w przetargu, mogą w swoją ofertę wliczać wszystkie koszty związane z przystosowaniem aut dla potrzeb ośrodka.
Diler opla protestuje również, że na dostarczenie aut ma tylko 18 dni, co ma faworyzować tych dilerów, którzy wprzeciwieństwie do Szpota mają w składach już gotowe samochody wkolorze czerwony metalik. Część dilerów planuje zamówić auta dopiero po wygraniu przetargu, asamochody należy jeszcze dostosować do warunków egzaminowania. Dyrektor Prasek odpowiada: - Do 4 września diler, który wygra przetarg, ma dostarczyć tylko dwa auta. Kolejne 15 ma dostarczyć do końca października. Pozostałe auta mają dotrzeć do ośrodków do końca roku. Tłumaczenie, że to krótki termin, jest więc nie do przyjęcia.
Problem zkolorem aut dla WORD ma także firma ToyoCar. Czerwony metalik „zawęża krąg wykonawców“ - pisze wproteście szef firmy Jacek Mikołajczak. Diler Toyoty ma bowiem wswojej ofercie lakier niemetalizowany, ale - jak zaznacza - o takich samych właściwościach co metalizowany, na który diler daje 3-letnią gwarancję.
Dlaczego WORD zdecydował się na metalik? - Bo jest znacznie popularniejszy w sprzedaży niż lakier niemetaliczny i więcej dilerów go oferuje - twierdzi dyrektor Prasek. -Większość ośrodków egzaminacyjnych kupuje samochody zlakierem metalizowanym, ponieważ jest on wygodniejszy wutrzymaniu, trwalszy iłatwiej takie auta później sprzedać. Nie zawężamy grona dilerów, którzy mogą brać udział wprzetargu -zapewnia. - Chcemy zakupić 51 sztuk wjednakowym kolorze czerwonym lub do niego zbliżonym i 15 sztuk w jednakowym kolorze niebieskim lub do niego zbliżonym. Wszystkie metaliczne.
Dilerzy narzekają też, że nie wiedzą, wjakim stanie będą przejęte przez nich auta, ale WORD odpiera ten zarzut, odsyłając do swojej strony internetowej, na której znajduje się dokładny opis pojazdów. Poza tym zawsze można obejrzeć samochody na miejscu w ośrodku.
Zarówno Szpot, jak i ToyoCar próbowały naciskać na WORD, by zmienił specyfikację przetargową, w tym m.in. wymogi co do rodzaju lakieru. Ale to niemożliwe. - Wtedy musiałbym unieważnić przetarg, a to z kolei dyskwalifikowałoby tych dilerów, którzy przygotowują swoje oferty podkątem tego postępowania na pierwotnych warunkach - tłumaczy Prasek, który wpiątek oddalił protesty.
Szpot zapowiedział już, że złoży odwołanie doprezesa Urzędu Zamówień Publicznych. Tymczasem JoannaChabasiewicz zwarszawskiego departamentu odwołań UZP przypomina: - 11 czerwca weszła w życie nowelizacja Ustawy oprawie zamówień publicznych, która ustala progi kwot, od których można się odwoływać w takich sytuacjach. Dla zamówień samorządowych, a więc także poznańskiego WORD, jest to kwota 211 tys. euro. Aośrodek tej kwoty nie przekroczył. Gazeta Wyborcza (6.8.2007)


pzdr



Temat: Elki na drogach osiedlowych
Elki na drogach osiedlowych

Do poznańskiej “drogówki" wpłynęła kolejna skarga od mieszkańca os. Przyjaźni na utrudnienia w ruchu spowodowane przez samochody nauki jazdy.
Podobne sygnały odbiera też Straż Miejska. Mieszkańcy osiedli narzekają, że ośrodki szkoleniowe zrobiły sobie z wewnętrznych parkingów place manewrowe.
Kierowcy wskazują, że “elki" spowalniają ruch, blokują wyjazdy z osiedli, jednym słowem stanowią swoistą przeszkodę na drodze.
Instruktorzy twierdzą, że taka sytuacja trwać będzie do momentu, do kiedy przy ulicy Wilczak funkcjonować będzie Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego. Mieszkańcy Winograd rozumieją, ale nie widzą sposobu na rozwiązanie problemu.
– Mieszkańcy Winograd twierdzą, że czasem kilka pojazdów ośrodków szkolenia, jeden za drugim, jedzie wolno prawym pasem ruchu uniemożliwiając lub wstrzymując wyjazd z wewnętrznej drogi osiedla – mówi Józef Klimczewski, naczelnik Sekcji Ruchu Drogowego KMP z Poznaniu.
Podobne sygnały odbiera straż miejska.
– Skargi na “elki" wpływają tradycyjnie od mieszkańców Winograd – mówi Przemysław Piwecki, municypalny.
– Niestety, samochody nauki jazdy, które jeżdżą po ulicach tej dzielnicy to nie tylko pojazdy poznańskich ośrodków, ale także spoza stolicy Wielkopolski.
– Skargi dotyczą tego, że “elki" jeżdżą jedna za drugą, że kandydaci na kierowców nie potrafią ruszyć na zielonym, że wstrzymują ruch, bo auta im gasną.
– Przecież oni nie dostają prawka na dzielnicę Winogrady tylko na cały świat! – zżyma się Kazimierz Siduk, mieszkaniec “elkowej" dzielnicy.
– Jak ja się uczyłem, to jeździłem po całym Poznaniu. Nie miałem pojęcia, jaką trasę egzaminator wytyczy mi na egzaminie.
– Może chociaż ograniczyć jazdy w godzinach szczytu? – podsuwa pomysł Jacek Małecki z Piątkowa.
– Takie problemy ma cała Polska z wyjątkiem Warszawy, gdzie są trzy ośrodki egzaminacyjne – tłumaczy Zbigniew Ogiński z Wielkopolskiego Stowarzyszenia Ośrodków Szkolenia Kierowców i Instruktorów.
– To bardzo dziwne pomysły – twierdzi Andrzej Gruszka, Szkoła Jazdy “Wierzbak".
– Kursanci muszą nauczyć się jeździć w każdych warunkach i o każdej porze. Zapewniam, że nikt z nas, instruktorów, nie jeździ tylko po Winogradach, bo byłoby to po prostu nudne.
Jeździmy wszędzie. A im bliżej Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego, tym samochodów z “elką" więcej , bo zjeżdża się tam cała Wielkopolska.
– Doskonale rozumiem i zgadzam się z tymi ludźmi – mówi Jerzy Milewski z “Autoszkoły".
– Tam jednak zlokalizowany jest ośrodek egzaminacyjny i każdy kursant chce poznać okoliczne ulice. – W tej kadencji Komisja Bezpieczeństwa nie zajmowała się tą sprawą, ale jeśli wpłynie taki sygnał od mieszkańców podejmiemy interwencję – obiecuje Maciej Przybylak, radny miasta. – Kiedyś radni Nowej Soli chcieli ograniczyć wjazd “elek" w godzinach szczytu do centrum. Nie udało im się, bo wszystkie drogi oprócz prywatnych są publicznymi, także osiedlowe.
Znaki zakazujące wjazdu “elkom" są nielegalne – tłumaczy Z. Ogiński. – Jeśli ktoś będzie próbował ograniczyć nasze prawa, wystąpimy do Rzecznika Praw Obywatelskich i do Trybunału Konstytucyjnego.
Według niego problem z “elkami", a właściwie z korkami na Winogradach jest chwilowy, a związany był głównie z remontami tamtejszych ulic – przeczytaliśmy w “Głosie Wielkopolskim”.

Link do źródła:
“Głos Wielkopolski” – “Nauka jazdy. Czy eLki opuszczą Winogrady”




Temat: "We Wrocławiu coraz trudniej zostać kierowcą"

We Wrocławiu coraz trudniej zostać kierowcą
Egzamin na prawo jazdy zdaje u nas zaledwie co czwarta osoba - to jeden z najgorszych wyników w kraju. Dyrektor naszego ośrodka egzaminacyjnego winę zrzuca na nieudolne szkoły nauki jazdy. Proponuje, żeby za darmo douczały tych kandydatów na kierowców, którzy trzykrotnie oblali egzamin.
W Poznaniu egzamin na prawo jazdy zdaje prawie 40 proc. kursantów, w Gdańsku - 33 proc., w Krakowie - 32,5 proc., a we Wrocławiu zaledwie 27 proc.
Wszędzie wyniki są gorsze niż w poprzednich latach. - To efekt zmiany zasad egzaminowania - tłumaczy Mariusz Prasek, dyrektor poznańskiego Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego. - Kandydaci na kierowców kończyli kursy po staremu. Do egzaminu podchodzili już na nowych zasadach.
Jednak w Poznaniu zdawalność spadła w ciągu roku zaledwie o 3 proc., w Krakowie o 2,5 proc., a we Wrocławiu prawie o dziesięć. U nas sytuacja pogorszyła się drastycznie po wykryciu wiosną afery korupcyjnej w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego. Prokuratura postawiła zarzuty ponad stu osobom, w tym kilku egzaminatorom. Efekt? Przez pierwsze półrocze 2005 roku egzamin zdawał co trzeci kandydat, teraz - co czwarty.
Janusz Płaneta, dyrektor wrocławskiego WORD-u, uważa, że winne są wrocławskie szkoły nauki jazdy: - Działają w myśl zasady: "im gorzej, tym lepiej". Liczą, że kursanci po niezdanych egzaminach będą do nich wracać. I tak też się dzieje.
Płaneta nie oszczędza też kandydatów na kierowców: - Zapisują się na egzamin jeszcze w trakcie kursów. Wydaje im się, że po przejechaniu zaledwie kilkunastu kilometrów można zostać zawodowym kierowcą. A jazda we Wrocławiu nie należy do najłatwiejszych. Rozkopane drogi. Wszędzie objazdy. Trzeba uważać na tramwaje.
Szef naszego WORD-u podpiera się najnowszym rankingiem szkół nauki jazdy: - Zaledwie trzy szkoły mają zdawalność powyżej 40 proc. U większości nie przekracza nawet 30 proc.
Andrzej Świsulski z Kursanta (I miejsce w rankingu, zdaje prawie co drugi kursant): - Selekcjonujemy instruktorów, dlatego pracują u nas sami najlepsi.
Wojciech Karczewski, dyrektor szkoły nauki jazdy Auto-Moto, która znalazła się na jednym z ostatnich miejsc w rankingu (egzamin zdaje co piąty kursant), winę zwala na egzaminatorów i kursantów: - Ci pierwsi są za bardzo wymagający, a ci drudzy bardzo często nie nadają się na kierowców.
Przyznaje jednak: - Ale miałem również problemy z instruktorami, niektórzy nie wytrzymywali stresu lub popadali w alkoholizm.
Mateusz Banasik trzykrotnie już zdawał egzamin. Bez powodzenia: - Problemy rozpoczęły się jeszcze na kursie. Kobieta, która mnie uczyła, była bardzo nerwowa. Nie panowała nad sobą. Krzyczała. Zamiast mnie uczyć, śmiała się z każdego błędu.
Płaneta tłumaczy: - Dzieje się tak, ponieważ szkołę może założyć każdy: fryzjer czy sprzedawca. Wystarczy, że zatrudni przynajmniej jedną osobę, która będzie miała uprawnienia do nauki.
Dlatego szef wrocławskiego WORD-u proponuje wprowadzenie drastycznych zmian w nauczaniu kierowców: - Szkoły powinni zafundować darmowe dodatkowe jazdy tym kursantom, którzy trzykrotnie nie zdadzą egzaminu. A te, które przez kilka lat z rzędu mają niską zdawalność, należy zamknąć.
Płaneta deklaruje, że swoje pomysły zmian przedstawi we wtorek na posiedzeniu sejmowej komisji transportu.
http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,3558775.html



Temat: Więcej praktyki!
Na polskich drogach śmierć zbiera obfite plony. Za kierownicami samochodów siedzą nerwowi kierowcy, którzy nauczyli się parkować na placu i wykuli na blachę kodeks, ale nie potrafią bezpiecznie jechać. To najczęściej oni zawodzą.

[URL=http://www.motofakty.pl/g2/art/5/8/4346094672ddb_d.jpeg]

[/URL]

– Na bezpieczeństwo na drodze składają się trzy elementy. Pierwszy to samochód, drugi to stan drogi, a trzeci to człowiek, za którego dopuszczenie do ruchu odpowiadamy my – mówi Wiktor Spiżewski, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Poznaniu.

W Polsce kuleje każdy z tych elementów, chociaż za większość wypadków odpowiada człowiek. Najczęstsza przyczyna katastrofy to niedostosowanie prędkości do warunków na drodze. Dlatego w 2004 roku doszło w Polsce do ponad 50 tys. wypadków, w których zginęło prawie 6 tys. osób. Co siódmy kierowca ginących w UE traci życie na polskich drogach.

Sytuację miał zmienić nowy system szkolenia i egzaminowania kierowców. Najważniejsze z nich obejmują rezygnację z jazdy na placu manewrowym i zastąpienie jej parkowaniem w realnej sytuacji, na przykład na parkingu przed supermarketem. Poza tym będzie jazda poza terenem zabudowanym z prędkością 90 km/h, a także jazda nocą.

– W samochodzie egzaminatora znajdzie się kamera, która będzie rejestrować to, co dzieje się przed samochodem i mikrofon, który nagra toczące się w aucie rozmowy – informuje Justyna Bracha z Departamentu Transportu Drogowego Ministerstwa Infrastruktury. – Na razie jednak rozporządzenie znajduje się w centrum legislacyjnym rządu. Chcemy, by zmiany zaczęły obowiązywać od grudnia.

Problemem jest także poziom kształcenia.
– Umiejętności kierowców, którzy przychodzą na kurs od wielu lat się nie zmieniają – zauważa Zygmunt Borowski, z poznańskiego WORD-u.

– Egzamin teoretyczny oblewa siedmiu na dziesięciu kandydatów na kierowców. Spośród tych trzech, którzy przeszli do praktyki, szansę na pozytywny wynik ma jeden – twierdzi Wiktor Spiżewski.

– Poziom szkolenia w wielu ośrodkach jest fatalny. W dużych miastach jeszcze nie jest źle, bo jest konkurencja, natomiast w mniejszych jest beznadziejnie – uważa Piotr Monkiewicz z Automobilklubu Wielkopolski. – Jeśli tak drastycznie, jak w ostatnich latach, zmienia się sytuacja na drogach, pojawia się coraz więcej samochodów, które są coraz szybsze, zwiększa się natężenie ruchu, to musi się zmieniać także system szkolenia i egzaminowania.

Nie można zapomnieć i o tym, czego ustawodawca nie jest w stanie zagwarantować nawet 100 godzinami praktyki za kierownicą na kursie. To wyobraźnia. Na kursie nikt nas jej nie nauczy. Sami ją rozwijamy, jeżdżąc.

Kierowca, który zrobił 1000 kilometrów myśli, że jest mistrzem rajdowym, ale po 10 tys. zaczyna rozumieć, że dopiero uczy się jeździć – uważa Piotr Monkiewicz.

Źródło: motofakty.pl



Temat: Egzamin w mieście powiatowym?
Mi też się wydaje, że z tą wiosną to przesadzili. Az przejrzałam stronę sejmu i w ogóle nie planują obradować nad tym w najbliższym czasie. A szkoda

Tak sobie postanowiłam jeszcze mojego posta uzupełnić. Poczytałam w necie troszkę komentarzy na ten temat i się zdenerwowałam. Jakieś łosie, które robiły prawo jazdy za czasów, gdzie każda wiocha mogła mieć ośrodek egzaminowania, nagle okazują się być wielkimi przeciwnikami egzaminów w miastach powiatowych. Bo za małe itd. Jak się ma Leszno z ponad 60tys. mieszkańców, do Głogowa (ponad 70tys.) czy Lubina (ponad 80tys.). W Lesznie można zdawać. W dwóch pozostałych nie. Z Głogowa do Leszna jest ok. 40km, z Głogowa do Legnicy czy Zielonej Góry ponad 50. Nie mniej i tak minimum godzinę na dojazd trzeba przeznaczyć, bo np. na trasie do Leszna co chwilę mija się jakąś wieś gdzie są spore ograniczenia prędkości. W obie strony to 2h. Z godzinka na mieście: razem 3. Znaleźć 3h wolnego czasu: bezcenne . Za często pojechać sobie tak nie można, bo brak czasu, a także mimo wszystko szkoda tych godzin przejechanych w trasie. Owszem można się sporo nauczyć, ale... Ileż można uczyć się rzeczy mało przydatnych na egzaminie. Cieszę się, że w trasie spędziłam eLką troszkę czasu, bo przyda mi się to na przyszłość, jednak wolałabym lepiej poznać miasto, w którym zdaję. Egzaminator na moim jedynym razie kiedy wyjechałam na miasto powiedział, że mój błąd wg niego bierze się głównie z nieznajomości miasta, bo gdybym przejechała to skrzyżowanie tyle razy ile robią to ludzie uczący się w ZG wiedziałabym już jakie błędy można popełnić. Wiem, że kierowca powinien bezbłędnie jeździć w każdym mieście, ale bądźmy szczerzy: ilu kierowców w obcym mieście przez 40 min nie popełni najmniejszego błędu?? A jak sami wiecie, na egzaminie na szczególiki zwraca się uwagę. Jeżdżąc z mężem wiele razy ze złości na egzamin zdążyłam mu powiedzieć, że oblałby egzamin. Jest wiele elementów, na które kierowcy mający prawo jazdy nie zwracają uwagi, a później komentują, że dlaczego inni tak się stresują egzaminem. Który kierowca przejmuje się, że tym, że zamiast 40km/h jedzie 45?? Który kierowca dostaje zawału serca jak zauważy, że przy skręcie na skrzyżowaniu zahaczył podwójną ciągłą?? Który stresuje się tym jak zaparkuje auto?? Więcej mi do głowy nie przychodzi, ale wiecie o co mi chodzi. Nie dość, że egzamin sam w sobie jest stresujący, to jeszcze te wszystkie szczegóły. Nie jestem zwolennikiem jazdy na pamięć, ale inaczej jednak człowiek czułby sie psychicznie zdając w mieście, które zna, niż w zupełnie obcym, gdzie jadę i zupełnie nie wiem na co sie przygotować psychicznie za kolejnym zakrętem, co powoduje dużą dawkę stresu
Wrrr... Zła już jestem na cały ten system egzaminowania. Spędziłam w tym tygodniu 2h na łuku i ani razu nawet na linie nie najechałam. A znając życie na egzaminie obleje już na łuku. A nawet jak wyjadę na miasto to perspektywa 40min po obcym mieście przy takiej dawce stresu powoduje, że na sama myśl robi mi się słabo. A wczoraj jeżdżąc po mieście z instruktorem usłyszałam, że normalnie aż głupio, że ja mu płacę za jazdy, jak on po protu sobie jeździ ze mną autem, bo jeżdżę już jak normalny kierowca i on nawet nie ma co mi powiedzieć, ewentualnie wskazuje kierunek dalszej jazdy. Zresztą z 20 min na mieście z zupełnie nowym instruktorem też było budujące. Chciał mnie sprawdzić w tym czasie w różnych sytuacjach, to tylko się śmialiśmy, że ja już za dużo godzin mam za kółkiem, żeby na takie tricki mnie złapać .
Dlaczego nie można zdawać u siebie w mieście?? W obcym zresztą z instruktorem też jeżdżę dobrze. Pod warunkiem, że nie nazywa się on egzaminatorem




Temat: Polityka: z rynkiem praw jazdy jest jak z polskim futbolem
“Polityka”: z rynkiem praw jazdy jest jak z polskim futbolem

Z rynkiem praw jazdy jest jak z polskim futbolem. Wszyscy wiedzą, że od lat jest skorumpowany. I co? I nic – czytamy w tygodniku “Polityka”.
I dalej relacjonuje: Duże miasto wojewódzkie. Ośrodek egzaminacyjny, połowa kwietnia. W budynku w poczekalni czeka kilkanaście zdenerwowanych osób, za kilka minut będą zdawać egzamin praktyczny. Komputer losowo dobiera egzaminowanych do stojących na placu samochodów.
Przyszły kierowca nie wie, u kogo przyjdzie mu zmierzyć się z tajnikami jazdy. Wychodzą parami, kursant i jego egzaminator.
Uczeń ma za sobą 30 godzin wykładów i tyle samo praktyki za kółkiem. Nierzadko więcej, jeśli to kolejna próba zdania egzaminu.
Przed nimi samochód i po stokroć przeklinany plac manewrowy, zmora każdego młodego kierowcy. Młody chłopak w bluzie z kapturem podnosi pokrywę silnika egzaminacyjnej Toyoty.
Trzyma fason, ale ręka lekko mu drży, kiedy pokazuje zbiorniczek płynu do spryskiwacza i bagnet pomiarowy oleju silnikowego. Potem światła, przednie, tylne, kierunkowskazy. Włącza, sprawdza, czy świecą.
Pada pytanie o światła stopu, ile ich jest. Dwa, mówi chłopak. Egzaminator siada za kierownicą i naciska hamulec. Chłopak blednie. Toyota ma trzy światła stopu.
– Niech się pan zapisze na kolejny termin i trochę jeszcze pouczy – mówi pocieszająco egzaminator.
Tego popołudnia z placu, na 10 zdających, dwie osoby nawet nie włączą silnika, by wyjechać na plac, kolejne dwie nie zaliczą manewrów – jedna dwa razy przejedzie linię podczas cofania po łuku, drugiej trzy razy zgaśnie silnik, gdy próbuje ruszyć pod górę.
Z pozostałej szóstki pięcioro przyjedzie z miasta samodzielnie.
Wskaźnik zdawalności – 50 proc. Wskaźnik korupcji – nieznany.
W tym ośrodku zdanie egzaminu kosztuje od 1700 do 2500 tys. zł. Tyle zaproponowano dwójce naszych rozmówców. Łapówki biorą egzaminatorzy, tylko oni mogą ustawić egzamin.
Pośrednikami są – najczęściej – instruktorzy ze szkół jazdy. Koszt załatwienia – od 600 do 1200 zł za prawo jazdy kategorii B.
Dokumenty do prowadzenia ciężarówki były warte więcej – 2 tys. zł. Nie miało znaczenia, że komputer losował kursanta. – Wystarczyło, że skorumpowany egzaminator znał nazwisko tego, który miał zdać. Patrzył, do kogo on trafia, i prosił o pomoc, czasem nawet dzwonił, jeśli tego dnia akurat nie był w pracy.
Hasłem było: “przymknij oko” albo “zaopiekuj się nim”. Generalnie rzecz biorąc, przysługa za przysługę – raz ty mojemu pomożesz, innym razem ja twojemu – wyjaśnia oficer prowadzący sprawę korupcji w Poznaniu.
Pieniądze dla instruktora z normalnej pracy nie są wielkie. Jeśli naukę traktuje się jako dodatkowe zajęcie, wychodzi 6 zł za godzinę. Mogę tak w miesiącu dorobić 700 zł – mówi instruktor z Radomia. Więcej zarabia właściciel szkoły, pod warunkiem, że ma wielu uczniów i kilka samochodów. Ale i to nie są kokosy.
– Pół biedy zrobić wykład dla grupy, wynajmuje się człowieka, który przez kilka godzin będzie wykładał teorię.
Ale jazdy trzeba zrobić z każdym kursantem osobno, a to już zajmuje czas. Więc albo się do interesu dokłada, albo bierze łapówki, albo robi się drobne wałki – opowiada jego kolega.
Link do źródła:
"Polityka" -Jakub Stachowiak: " Prawo na lewo"




Temat: Ile razy zdawałaś/eś egzamin na prawo jazdy?
Kierowcy do psychologa

Magdalena Górna 02-03-2006 , ostatnia aktualizacja 02-03-2006 23:16

Psycholog ma pomagać kursantom, którzy nie radzą sobie ze stresem na egzaminie na prawo jazdy. - Jeśli porażki będzie powodował tylko stres, będziemy z nim walczyć. Jeśli okaże się, że osoba nie nadaje się do prowadzenia samochodu, poinformuję ją o tym. Sama musi zdecydować, czy chce być kierowcą - mówi psycholożka Joanna Bartyzel

Agnieszka Smolińska, absolwentka ekonomii, osiem razy bezskutecznie próbowała zdać egzamin na prawo jazdy. Udało się za dziewiątym razem. - Na pierwszych egzaminach szło mi całkiem dobrze. Zaliczyłam plac, ale potknęłam się na mieście. Potem było coraz gorzej. Przed trzecim egzaminem łykałam środki uspokajające. Już miałam zrezygnować, ale rodzina namówiła mnie, żebym próbowała. Dziś jestem dobrym kierowcą i nie wyobrażam sobie życia bez samochodu - mówi.

Piotr Wcisło, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Katowicach, wpadł na pomysł, jak pomóc zestresowanym kandydatom na kierowców. W połowie marca w katowickim ośrodku powstanie poradnia psychologiczna. - Na spotkania z psychologiem chcemy zaprosić osoby, które nie zdały egzaminu na prawo jazdy i chcą poznać przyczyny swojej porażki. Nauczą się, jak radzić sobie z egzaminacyjnym stresem - wyjaśnia Wcisło.

Poradnię poprowadzi Jolanta Bartyzel, psycholożka, która od 13 lat zajmuje się psychicznymi problemami kierowców. - Osoby, które mają świetne kwalifikacje i predyspozycje do prowadzenia samochodu, a nie potrafią zdać egzaminu, potrzebują indywidualnego wsparcia, bo problem tkwi w ich psychice - tłumaczy. Obiecuje, że podczas rozmów pomoże znaleźć zestresowanemu kandydatowi przyczyny strachu. - Jeśli porażki będzie powodował tylko stres, będziemy z nim walczyć. Jeśli okaże się, że osoba nie nadaje się do prowadzenia samochodu, poinformuję ją o tym. Jednak to od niej będzie zależało, czy podejmie dalsze starania o prawo jazdy, bo badanie psychologiczne nie jest wymagane, by otrzymać ten dokument - wyjaśnia.

Roman Jałowiec od ośmiu lat szkoli kierowców. - Bywają ludzie, którzy na zajęciach jeżdżą jak doświadczeni kierowcy, a na egzaminie noga chodzi na sprzęgle, zupełnie tracą panowanie nad sobą. Może oni rzeczywiście potrzebują pomocy psychologa? - zastanawia się.

Śląska poradnia będzie pierwszym tego typu ośrodkiem w Polsce. Specjaliści dodają, że psycholog powinien badać każdego kandydata na kierowcę, by sprawdzić jego odporność psychiczną i predyspozycje. - Jeśli ktoś nie radzi sobie ze stresem na egzaminie, jak poradzi sobie w sytuacjach stresowych na drodze? - pyta Ewa Mucha, zastępczyni dyrektora wydziału komunikacji i transportu Śląskiego Urzędu Marszałkowskiego. I dodaje: - Badania psychologiczne powinno się przeprowadzać, nim kursant wsiądzie do samochodu.

Ministerstwo Transportu i Budownictwa pracuje nad projektem uchwały o obowiązkowych badaniach psychologicznych dla przyszłych kierowców. - Osoba ubiegająca się o prawo jazdy oprócz orzeczenia lekarskiego będzie musiała przynieść orzeczenie o braku przeciwwskazań psychicznych do prowadzenia pojazdów. Za około dwóch miesięcy uchwała trafi do Sejmu. Jeśli zostanie przegłosowana, wejdzie w życie w 2007 roku. Taki przepis jest potrzebny, bo w tej chwili nie jesteśmy w stanie sprawdzić, czy po drogach jeżdżą osoby niezrównoważone psychicznie. Chodzi nam o zwiększenie bezpieczeństwa ruchu drogowego - wyjaśnia Tomasz Piętka z Departamentu Dróg i Transportu Drogowego Ministerstwa Transportu i Budownictwa.

gazeta wyborcza



Temat: Poznań
Witam wszystkich!
Pozwole sobie napisac opinie nt. OSK jako iż miałem nieprzyjemność robic prawo jazdy az 2 lata (!!).
Nie jestem z Ponania, tu jednak studiuje. Pochodze z mniejszej miejscowości i pierwotnie zdawałem w Zielonej Gorze. Pierwsza rada dla osob wybierających osrodek – nie wybierajcie ośrodków jedno-osobowych, gdzie jest wyłącznie jeden samochod, jeden instruktor, itp. Oczywiście ktos się może ze mna nie zgodzic. Ale takie jest moje zdanie. Sam miałem okazje uczyc się w dwoch takich osrodkach. W obu przypadkach przygotowano mnie słabo, w jednym instruktor często krzyczał, był agresywny przy każdym zagrozeniu czy moim błędzie.
Ale tak to wlasnie jest jak jest jeden samochod, i się instruktor od razu czerwony robi na sama mysl o zarysowaniu auta (często firmowa L’ka robi rowniez za samochod rodzinny).
Teoria była zdawana bez problemu (2x do niej podchodziłem bo mijał okres pół roku) ale praktyka oblewana – zreszta teraz mogę śmiało powiedziec ze nigdy nie czulem się pewnie podchodząc do egz. Praktycznego. Zawsze czulem w sobie niepewność, i watpliowsci czy aby wiem jak się zachowac w każdej sytuacji.
Po okresie liceum gdzie poszedłem na studia, sporobowalem raz jeszcze zdac w Zielonej Gorze, oczywiście znowu oblałem. Postanowiłem przenieść się do miasta które jako kierowca nie znalem wcale – Poznania. Wykupiłem dodatkowe godziny by zapoznac się z miastem, douczyc w dziedzinie jazdy samochodem, wyeliminowac wszelkie bledy itp.
Zdałem za pierwszym razem. I szczerze przyznaje ze czulem się przygotowany do egzaminu. Poprzednio zawsze się przed nim denerwowałem a tym razem czułem się całkowicie opanowany (sam się sobie dziwiłem). Spokojny i ze stabilnym tetnem

Dodatkowe godziny wykupiłem w OSK A&Atut (same auta firmowe, wiec nie trzeba się bac wywalenia za szkoły za zarysowanie auta – choc wiadomo ze taich rzeczy każdy kierowca woli unikac ) – już na samym początku wiedziałem ze mam do czynienia z powazna Firma – biuro wygladało tak ze przez pierwsze 5 min zbierałem szczeke z podlogi, Panie u których się zapisywałem były bardzo miłe i uprzejme, to również zrobiło na mnie miłe wrazenie i nastawiło pozytywnie co do jazd z instruktorem jak i upewniło ze jestem we właściwym miejscu.
Same jazdy – uznacie ze przesadzam – ale nie mogę powiedziec niż złego. Same plusy. Na jazdy ze swoim instruktorem (tu ukłon w strone Pana Kominkiewicza!) wybierałem się z przyjemnością (poprzednio bywało tak że niemal ze strachem wyczekiwałem kolejnych godzin, zastanawiając się „za co tym razem dostane opier*%l”).
, odbywały się w przyjemniej atmosferze, jazdy na trasach egzaminacyjnych i nie tylko – również jazdy po centrum co jest oczywiście na plus bo na codzien na uczelnie przebijam się wlasnie przez centrum, no a oprocz tego to ludzie na codzien przeciez nie jezdza jedynie po obrzezach miasta Nie było zadnego przypadku podniesionego głosu instruktora, nawet jak popełniłem jakis bład to nie było zadnego krzyku. Koniec końców zdałem egzamin za pierwszym razem ,choc mogłoby się wydawac – wieksze miasto – proporcjonalnie wieksze problemy ze zdaniem. Nic bardziej mylnego.

Wszystkim przyszłym zdającym zycze powodzenia! I pamiętajcie – to za którym razem zdacie nie przenosi się na to jakimi będziecie kierowcami – ilu z nas w koncu ma rodzicow którzy zdali za I razem a jezdza….zreszta sami wiecie



Temat: Auta do nauki jazdy blokują ulice



Pięć aut nauki jazdy na jednym skrzyżowaniu to w Opolu normalny widok. Kierowcy się irytują, bo kursanci blokują i tak już zakorkowane miasto.

Na Opolszczyźnie działa już ponad 200 szkół nauki jazdy. Ale od 1998 roku, kiedy do życia powołano Wojewódzkie Ośrodki Ruchu Drogowego, egzamin na kierowcę można zdać tylko w Opolu. Dlatego "elki" z całego województwa ciągną do stolicy regionu, by tu przygotowywać kursantów "pod egzamin"

- Oczywiście przepis o miejscu egzaminowania nie nakazuje nauki jazdy w tym właśnie miejscu - mówi Stefan Książek, dyrektor WORD w Opolu. - Ale są wytyczne, jakie manewry trzeba z kursantem przećwiczyć, jakie typy skrzyżowań opanować.
Książek przyznaje, że większość tych umiejętności można zdobyć w każdym większym mieście na Opolszczyźnie.

- Ale w małych miastach nie ma np. komunikacji miejskiej, dwupasmówek czy dużych rond - tłumaczy dyrektor WORD-u. - Więc to logiczne, że każdy chce poznać miasto, w którym będzie zdawać egzamin.

Dlatego każda ze szkół jazdy już w pakiecie ma kilka godzin "do wyjeżdżenia" w Opolu.

Waldemar Rakowski, właściciel szkoły nauki jazdy "Waldi" z Nysy. - A jeśli mają takie życzenie, to nawet więcej. Nam też zależy, aby oswoili się z Opolem, bo to zwiększa ich szanse na zdanie egzaminu. A im więcej ich zdaje za pierwszym razem, tym szkoła ma lepszą renomę.

- Bez co najmniej 6 godzin jazdy po Opolu na zdanie egzaminu nie ma żadnych szans - twierdzi Tomasz Temecki, współwłaściciel szkoły nauki jazdy "Garbusek" z Brzegu. - Dlatego tu przyjeżdżamy i będziemy przyjeżdżać. Dla dobra naszych klientów.

Ale tłumy "elek" na opolskich ulicach nie są obojętne większości kierowców. Zwłaszcza wtedy, kiedy rano śpieszą się do pracy i próbują ominąć wszechobecne korki. Co bardziej niecierpliwi nie szczędzą klaksonów, aby dać kursantowi odczuć, że zbyt długo zbiera się na odwagę, aby wreszcie włączyć się do ruchu.

- To nie pomaga w jeżdżeniu, choć staram się nie zwracać uwagi na takie oznaki nieżyczliwości - mówi 20-letnia Justyna Skupień, kursantka z Suchej Kamienicy. - Ale czasami z nerwów samochód zgaśnie.

Zdaniem Piotra Pełki, instruktora jazdy z Opola, "elki" zawsze denerwowały kierowców, bo jeżdżą przepisowo, więc wolniej. Ale im jest ich w mieście więcej, tym bardziej tolerancja maleje.

- A to świadczy tylko o naszej niskiej kulturze jazdy - podsumowuje Pełka. - Zbyt szybko zapominamy, że kiedyś sami uczyliśmy się jeździć i tak samo zależało nam na zdobyciu upragnionego prawa jazdy.
http://www.nto.pl/apps/pb...EGION/468432824



Temat: Kolej
Wrocław, 2007-09-22

Szybka, wygodna i bezpieczna?

Kwoty idą w miliony - tak o kosztach modernizacji jednej tylko lokomotywy mówią pracownicy kolei, którzy w ramach Europejskiego Dnia Bez Samochodu prezentowali na wrocławskim dworcu najnowsze egzemplarze taboru.

Organizatorzy wystawy przygotowali prawdziwą kolejową lekcję historii. Zarówno podróżni, jak i zdeklarowani miłośnicy kolei mieli okazję zwiedzić najmniejsze nawet zakamarki elektrycznej lokomotywy, poznać warunki, w jakich podróżowało się przed laty, zwiedzić zmodernizowane wagony, również usiąść na miejscu maszynisty.

- W zasadzie nie maszynisty, co mechanika - mówi Grzegorz Ungurian z Działu Eksploatacji i Utrzymania Taboru - bo właśnie w ten sposób określamy w kolejowym żargonie "kierowcę" lokomotywy.

PKP konsekwentnie stara się modernizować swój tabor. - To specyficzna "praca zbiorowa" - podkreśla Ungurian - poszczególne egzemplarze odnawiane są w różnych krajowych ośrodkach. Trudno więc dokładnie określić dynamikę modernizacji, cieszy nas natomiast, że są na to pieniądze i "nowe" egzemplarze taboru wciąż się pojawiają.

Dobrym przykładem jest Elektryczny zespół Trakcyjny EN57, czyli pociąg popularny szczególnie na krótszych, osobowych trasach. Dotychczasową, żółto-niebieską konstrukcję konsekwentnie zastępuje odnowiony, granatowo-brunatny wagon, spełniający większość współczesnych standardów. - Nowe egzemplarze są w pełni monitorowane, komfort jazdy i bezpieczeństwo są w nich znacznie wyższe, wagony posiadają również nowoczesny kokpit i rozwiązania techniczne - mówi Adam Łukasik, maszynista z 30-letnim stażem. - Odnowiona w ten sposób konstrukcja powinna pojeździć jeszcze kilka ładnych lat.

Czy modernizacja wagonów PKP mogłaby przebiegać szybciej? Stereotyp brudnego, niebezpiecznego pociągu wciąż zdaje się być silny. - Koszt modernizacji jednej lokomotywy to kwoty idące w miliony - argumentuje Adam Łukasik, wskazując na odrestaurowną lokomotywę EP07 - ten model ma odświeżoną znaczną część systemu. Lepiej więc, patrząc na jego tradycyjną sylwetkę, nie ulegać pozorom. Inwestujemy w sprzęt wielkie pieniądze, co musi wymagać czasu. Na szczęście procesowi modernizacji bardzo pomagają hojne unijne dotacje.

W jaki sposób można zostać "mechanikiem" na kolei? - Typowych kolejowych szkół już nie ma - mówi z przekąsem Adam Łukasik - należy więc zrobić kurs, a potem przejść skomplikowany proces egzaminacyjny. Oprócz tego, oczywiście, trzeba reprezentować sobą określony poziom - dodaje z uśmiechem. - Dopiero rozpocząłem przygodę z koleją - przyznaje Grzegorz Ungurian - jestem absolwentem kierunku o profilu ekonomicznym. Czy chciałbym być maszynistą? Wiem, że przede mną jeszcze długa droga.



Zmodernizowana lokomotywa EP07



http://www.wfp.pl/wroclaw-miasto/news.p ... 5&rodzaj=1



Temat: WORD Zielona Góra - relacje z egzaminów, informacje i opinie

Jeżeli znajdzie pan ośrodek egzaminacyjny, który ma zdawalność powyżej 40%, dam panu 1 tys. zł. - powiedział nam jeden z szefów szkół jazdy.

Średnia zdawalność na prawo jazdy w województwie lubuskim to 35%. Czyli na 10 osób, egzamin zdaje co trzecia. Jak się okazuje, lubuska średnia jest zbliżona do ogólnopolskiej normy. Co dla jednych jest zmową Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego, dla bardziej wtajemniczonych to efekt chorego systemu.
Zmienić system
Trzeba nieźle się napracować, by poznać średnią zdawalność na prawo jazdy w Wojewódzkich Ośrodkach Ruchu Drogowego. Dotyczy to całego kraju. Ale nic dziwnego, ponieważ tak naprawdę nie ma się czym chwalić. Od 33% do 36%. W tych granicach mieści się liczba osób, które zdają państwowy egzamin na „prawko” za pierwszym podejściem. - Rzeczywiście nie podajemy średniej zdawalności na prawo jazdy. Prawda jest taka, że nie każdy sobie tego życzy. W naszym ośrodku w ubiegłym roku za pierwszym podejściem zdało około 32% osób. W tym proszę pamiętać, że 74% osób zdało za pierwszym razem test teoretyczny - mówi Władysław Jakubowski, z zielonogórskiego WORD-u. Podobnie sytuacja wygląda w Gorzowie, gdzie za pierwszy podejściem egzamin zdało około 34% osób. Zbigniew Józefowski, dyrektor WORD-u w Gorzowie: - Wiele zależy od szkół, które przygotowują przyszłych kierowców. Przecież każdy kursant ma zupełnie inne predyspozycje - mówi. Dyrektor dodaje zarazem, że statystyki mogłyby być lepsze, ale wiele zamieszania wprowadziły zmiany, które nakazały zwiększenie liczby godzin nauki jazdy. W efekcie, instruktorzy przeżywali prawdziwe oblężenie chętnych, którzy chcieli ominąć ten zapis. - Część osób chciała uniknąć dłuższych kursów i zapisywali się do szkół jazdy przed 1 kwietnia. A wiadomo, że masowe nauczanie nie zawsze przynosi dobre efekty - mówi Z. Józefowski. Z takim podejściem nie zgadzają się instruktorzy nauczania. Zwracają jednak oni uwagę na inny problem. Otóż w 3 WORD-ach (m. in. w Wałbrzychu i Pile) pod naciskiem miediów i lobby szkół jazdy, szefostwo podniosło zdawalność do 45 %. Po ponad pół roku, oba ośrodki znalazły się na skraju bankructwa. Wniosek? Aby WORD-y mogły istnieć i zatrudniać egzaminatorów, nie mogą być łaskawe dla kandydatów na kierowców. Sprawa wydaje się być oczywista. Im więcej egzaminów na prawo jazdy, tym więcej przychodów dla WORD. Z taką tezą nie zgadza się m. in. W. Jakubowski, którego zdaniem te ośrodki musiały być za małe i z pewnością posiadały silną konkurencję. Jednak nie wszyscy są tego zdania i zwracają uwagę na dziwny system. - Taki stan rzeczy trzeba jak najszybciej zmienić. Stąd hasło, że walczymy z systemem, a nie z ludźmi. Dyrektorzy WORD-u mają świadomość tego, że są ofiarami tego systemu - mówi Władysław Drzazga, szef najstarszej szkoły kierowców w Gorzowie, a także prezes Stowarzyszenia Wykładowców i Instruktorów Szkolenia Kierowców.
Dwa dyplomy
WORD-y zostały powołane do życia w 1998 roku. Zastąpiły one Wojewódzkie Ośrodki Egzaminowania, które niegdyś były agendami Urzędów Marszałkowskich. Teraz WORD-y podlegają marszałkowi województwa. Jeszcze kilka lat temu zdawalność wynosiła około 60 - 70%. Teraz sytuacja uległa zmianie. Według niektórych szefów szkół jazdy, podniesienie zdawalności powyżej 40% mogłoby prowadzić do problemów finansowych ośrodka. Ich zdaniem system jest na tyle absurdalny, że np. w dniu podsumowania roku, niektórzy dyrektorzy mogliby mieć dylemat z przyznaniem dyplomów. Jedno należałoby się tej szkole, która przysłała 100 kursantów, którzy zdali za pierwszym razem, co świadczy o wysokim poziomie szkolenia. Drugie wyróżnienie powinna dostać ta szkoła, która także przysłała 100 kursantów, ale dała 250 egzaminów i tym samym przyczyniła się do… rozwoju WORD.
- Dochody, jakie uzyskujemy z tytułu egzaminów to jedynie połowa naszego budżetu. Część naszych dochodów przeznaczamy na poprawę bezpieczeństwa. Wydajemy np. okolicznościowe kalendarze dla dzieci, wyposażamy szkoły w place manewrowe - wylicza W. Jakubowski. Dyrektor Józefowski dodaje, że mitem jest uważanie, że WORD-y „oblewają”, by zarobić na kandydatach na kierowców. - Absolutnie nie zgadzam się z tym, że jak zdawalność przekroczy 40%, to popadniemy w długi. Nie wiem, skąd się biorą takie głosy. Przecież nas obowiązuje jakaś etyka. Egzaminator to też człowiek. Cieszy się, jak może komuś powiedzieć, że zdał - przekonuje dyrektor gorzowskiego WORD-u.

Konkurować jakością
Gdy tylko proponowane są zmiany dotyczące egzaminu na „prawko”, ścierają się 2 fronty. Z jednej strony szefowie szkół jazdy zabiegają o jak najprostszą wersję egzaminu. Im więcej osób zda egzamin, tym więcej będzie chciało zdobyć prawo jazdy. - Nam naprawdę nie chodzi o to, by ilość godzin jazdy była jak największa. Przecież za wszystko i tak płaci kandydat na kierowcę - mówi właściciel jednej ze szkół jazdy. - Najlepszym rozwiązaniem zdaje się być wprowadzenie minimalnej ceny za kurs przygotowawczy do egzaminu. Wtedy szkoły konkurowałyby między sobą poziomem nauczania, a nie cenami - dodaje W. Drzazga. Gdy wprowadzono nowelizację ustawy i zwiększono liczbę godzin jazdy w szkołach kierowców, zdawalność spadła o blisko 2%. Ustawodawcy tłumaczą, że każda zmiana służy poprawie bezpieczeństwa w ruchu drogowym. - Ten system nie ma nic wspólnego z poprawą bezpieczeństwa. Przecież wprowadzane kolejne zmiany nie niosą za sobą znacznej poprawy bezpieczeństwa - przekonuje Władysław Drzazga.
Zdaniem niektórych szefów szkół kierowców, problem polega także na przepaści, jaka jest między ośrodkami szkolenia, a ośrodkami egzaminowania. Niektórzy załamują ręce. - Po zakończonym kursie podpisem potwierdzam, że kursant gotowy jest do zdania egzaminu. Ale na kogo ja wychodzę, gdy mój uczeń do egzaminu państwowego pochodzi po raz 8? - dopytuje się jeden z szefów szkół jazdy. O przepaści, o której mówią niektórzy instruktorzy jazdy nie zgadza się Władysław Jakubowski. - Nie rozumiem skąd mowa o jakiejś przepaści między szkołami kierowców, a WORD-ami. Przecież bez przeszkód udostępniamy nasz plac a także raz w roku organizujemy spotkania ze wszystkimi szkołami. Drzwi do WORD-u są zawsze otwarte - mówi.





Temat: Metodyka szkolenia kierowców
Aktywność i uzdolnienia uczniów

Bez aktywnej postawy ucznia w procesie szkolenia nie może być mowy o postępach. U podstaw aktywności leżą autentyczne zamiłowania i zainteresowania motoryzacją, a także uzdolnienia ucznia.
Zetknięcie się kandydata na kierowcę z praktycznym szkoleniem prowadzi do konfrontacji jego przekonania o posiadaniu zamiłowania i zainteresowania motoryzacją z rzeczywistością. W wielu przypadkach uczeń przekonuje się, że jego mniemanie o posiadaniu zamiłowań motoryzacyjnych jest pomyłką, gdyż rzeczywistość znacznie odbiega od wyobrażeń. Zanikają wówczas zainteresowania i maleje aktywność. Uczniowie bardziej zdecydowani, o wyraźniej ukształtowanym charakterze sami rezygnują z dalszego szkolenia, inni oczekują na decyzję instruktora, dając z siebie minimum wysiłku. Należy pamiętać, że to zjawisko da się zauważyć na wszystkich etapach szkolenia.
Hamowanie tego procesu drogami administracyjnymi przynosi jedynie wzrost zagrożenia bezpieczeństwa, obciążając je balastem jednostek mało aktywnych i odpornych na przyswajanie nowych umiejętności techniki jazdy niczym żywy organizm na przeszczepy tkanek. Jedyną dopuszczalną drogą hamowania tego procesu jest pobudzanie i rozwijanie zainteresowań motoryzacyjnych.
Dostrzega się, że w ośrodkach szkolenia jak i egzaminowania, w których instruktorzy (egzaminatorzy) oraz personel administracyjny, to osoby okazujące na co dzień nie tylko słowem, ale i czynem swe zamiłowania motoryzacją, a także wyjątkową życzliwość dla młodych entuzjastów motoryzacji, że w takich ośrodkach przypadki utraty przez uczniów zainteresowania motoryzacją są nieliczne. I odwrotnie – demonstrowanie w czynach i słowach lekceważenia i pogardy dla entuzjazmu tych, „którzy chcą być zielonymi kierowcami”, przez kadrę szkolącą szybko zaraża tą manierą innych i staje się przyczyną licznych rezygnacji z jazdy samochodem i spadku aktywności personelu szkolącego.
Sfera uzdolnień ucznia do opanowania techniki jazdy leży poza zasięgiem wpływu instruktora. Niemniej poznanie tych uzdolnień jest rzeczą konieczną, albowiem umożliwia stosowanie wobec poszczególnych uczniów właściwych metod i właściwej organizacji procesu szkolenia, co z kolei rzutuje na efektywność jazd. Znajomość uzdolnień uczniów jest również podstawą prawidłowej eliminacji ze szkolenia jednostek nie nadających się do poruszania się w ruchu drogowym.
Zagadnienie pożądanych podczas nauki jazdy uzdolnień poruszono już we wcześniejszych rozważaniach. W tym miejscu zostaną omówione te cech psychofizycznej struktury człowieka, które uchodą za szczególnie przydatne w szkoleniu kierowców. Są to cechy wrodzone, a więc w ścisłym znaczeniu uzdolnienia w kierowaniu, a także pożyteczne cechy nabyte bądź ukształtowane przed rozpoczęciem szkolenia, albo których kształceniu należy poświęcić szczególną uwagę.
Do pożytecznych uzdolnień należy zaliczyć przede wszystkim:
- spostrzegawczość, wyobraźnię, pamięć wzrokową,
- szeroki zakres i dużą podzielność uwagi,
- zdolność koncentracji uwagi i jej mobilizacji,
- łatwość kojarzenia wrażeń w spostrzeżenia i spostrzeżeń w ocenę sytuacji,
- uzdolnienia ruchowe, a szczególnie szybką reakcję w połączeniu z łatwością dostosowania ruchu i łatwością koordynowania ruchów, pamięć ruchową ułatwiającą kontrolę mięśniowo ruchową,
- równowagę między procesami pobudzania i hamowania w stanach napięcia emocjonalnego,
- łatwość kojarzenia zależności między zjawiskami,
- łatwość zapamiętywania rozumowań i związków zachodzących między zjawiskami.
Wymienione cechy składają się na to co nosi nazwę „duszy kierowcy”, tymczasem są to cechy ludzkiej psychiki i uzdolnienia ruchowe i one to są podstawą szybkiego i poprawnego opanowania techniki jazdy.
Do pożądanych cech nabytych, wymagających kształtowania i doskonalenia, należy zaliczyć:
- zamiłowania i zainteresowania motoryzacją,
- umiejętność rozkładania i dowolnego przerzucania uwagi,
- silną wolę,
- odporność psychiczną i odwagę,
- rozwagę i umiejętność oceny opłacalności ryzyka,
- systematyczność, wytrwałość, staranność,
- uczciwość i odwagę cywilną,
- koleżeńskość,
- dyscyplinę wewnętrzną,
- poczucie obowiązku i odpowiedzialności.
Braki w uzdolnieniach można kompensować w drodze kształtowania cech nabytych albo stosowania specjalnej metody szkolenia.
Na przykład: Jeżeli mamy do czynienia z uczniem o małym zakresie lub słabej podzielności uwagi, to staramy się wykształcić u niego umiejętność właściwego rozkładania i przerzucania uwagi. Ucznia o mniejszej spostrzegawczości starannie uczymy prawidłowej obserwacji, przywiązując uwagę do szczegółów. Braki uzdolnień ruchowych należy kompensować uszczegółowieniem pokazu wykonania poszczególnych elementów jazdy.
Jest jednak oczywiste, że poważne braki w uzdolnieniach nie dadzą się skompensować całkowicie i muszą być traktowane jako wskazania do eliminacji ucznia ze szkolenia, całkowicie lub z pewnymi ograniczeniami (np. na wyższe kategorie uprawnień).
W przypadkach dużych braków uzdolnień niektórzy instruktorzy, aby nie uciekać się do eliminacji, zadowalają się częściową kompensacją braków przez wykształcenie zastępczych cech pozytywnych. Jest to poważnym błędem, w następstwie którego po drogach jeżdżą kierowcy, stanowiący potencjalne zagrożenie bezpieczeństwa ruchu drogowego.




Temat: kurs prawa jazdy
TO MOŻE COŚ DLA ZAINTERESOWANYCH

Od stycznia trudniej będzie zdobyć prawo jazdy

Czeka nas rewolucja w egzaminach na prawo jazdy. Do końca września Rada Ministrów ma przyjąć ostateczną wersję projektu nowej ustawy o kierujących pojazdami, który właśnie przygotowało Ministerstwo Infrastruktury. Później projekt trafi pod obrady Sejmu. Bazujący na jednej z dyrektyw unijnych dokument ma szansę wejść w życie w przyszłym roku.

Gdy to nastąpi, diametralnie zmienią się kategorie praw jazdy i zasady egzaminowania. Dojdzie również do ujednolicenia przepisów obowiązujących w Polsce i innych krajach Unii Europejskiej. To efekt wstąpienia Polski do strefy Schengen.

Innym powodem proponowanych zmian są także niedoświadczeni i źle wyszkoleni kierowcy, którzy stanowią główne zagrożenie na drogach. Według analiz Polska ma statystycznie trzy razy więcej zabitych na 100 tys. mieszkańców niż pozostałe kraje europejskie. Najliczniejszą grupę kierowców stanowią osoby między 18. a 24. rokiem życia, posiadające prawo jazdy krócej niż dwa lata. Liczba wypadków przez nie powodowanych wzrosła w ciągu ostatniej dekady aż o 10 proc. Stąd zmiany w ustawie.

Okres próbny

Ustawa wprowadza szeroki nadzór nad osobami, które dopiero co zrobiły prawo jazdy. Bez względu na wiek, w którym zdecydują się zdawać egzamin na prawo jazdy, czeka je dwuletni okres próbny, który będzie przedłużany o kolejne dwa lata, jeśli w tym czasie popełnią przynajmniej dwa wykroczenia. Według zapisów w projekcie dotyczyć ma to wszystkich, którzy uzyskali prawa jazdy kategorii B i A. Takie rozwiązanie obowiązuje już w Austrii, Estonii, Francji, Luksemburgu, Norwegii, Portugalii, Szwajcarii czy Szwecji.
Zobacz także:
Skręt w dobrą stronę

Naklejki z listkiem

To niejedyne obostrzenia dla najmniej doświadczonych kierowców. Przez pierwsze siedem miesięcy nie będą mogli przekraczać prędkości 50 km/h w mieście i 80 km/h poza terenem zabudowanym, a przez rok na szybach ich aut mają być umieszczone białe naklejki z zielonym liściem. Jak pokazują doświadczenia krajów, które wprowadziły jazdę z osobą towarzyszącą lub okres próbny, liczba wypadków z młodymi kierowcami spadła od 20 do 50 proc.

Skutery jak pojazdy
Skutery i motorowery zostaną uznane za pojazdy silnikowe. Obecnie osoba pełnoletnia, aby móc nimi kierować, nie potrzebuje prawa jazdy, a nastolatki mogą nimi jeździć na podstawie karty motorowerowej. Według nowych przepisów te pojazdy, których pojemność silnika nie przekracza 50 cm sześc. będzie można prowadzić na podstawie nowej kategorii AM. W Polsce będzie można ją uzyskać już od 14. roku życia, podczas gdy np. w Wielkiej Brytanii, a także w niektórych innych krajach UE - dopiero od 16 lat. Oczywiście osoby posiadające tzw. wyższe kategorie prawa jazdy (A1, A2, B1, B) także będą mogły je prowadzić.

Gdy z motoroweru zechcemy przesiąść się na mocniejszy pojazd (np. quada lub motocykl o pojemności nie większej niż 125 cm sześc, będą nam potrzebne uprawnienia kategorii A1 (motocykle i tzw. trójkołowce) oraz B1 (quady). Możemy je zdobyć nie wcześniej niż w wieku 16 lat. O dwa lata później mamy szansę zdać na kat. A2, która uprawnia do poruszania się jeszcze mocniejszymi motorami. Aby dosiąść choppera czy ścigacza, będą potrzebne (tak jak dotychczas) uprawnienia kategorii A. Można się o nie starać w wieku 20 lat, jeśli już przez co najmniej dwa lata posiada się uprawnienia kat. A2. W przeciwnym razie dolna granica wieku wzrasta do 24 lat.

Samochody osobowe

Tutaj pozornie zmiany nie są duże. Praktyczna część egzaminu na kat. B, na którą będzie można zdawać w wieku 18 lat, będzie wyglądać jak obecnie. Zmieni się natomiast część teoretyczna. Znikną zestawy testów, a zamiast nich pojawią się pytania dotyczące konkretnych, symulowanych sytuacji. Każdy ze zdających będzie miał tylko pół minuty na udzielenie poprawnej odpowiedzi. Baza pytań będzie niejawna i szersza od obecnej.
Zobacz także:
Skręt w dobrą stronę

Czasowość dokumentów

Prawa jazdy będą wydawane maksymalnie na 15 lat, chyba że lekarz zdecyduje o skróceniu tego czasu. Za każdym razem, aby odnowić taki dokument, będziemy musieli przejść serię badań lekarskich i psychologicznych. Gdy ukończymy 56. rok życia, badania trzeba będzie powtarzać co pięć lat.

Wymiana dokumentów

Zmieni się także wzór praw jazdy. Mają przypominać karty mikrochipowe. Zatem musimy się liczyć z dodatkowymi kosztami. Oprócz opłaty za ponowne wydanie dokumentu zapłacimy też za badania lekarskie. Wymiana praw jazdy ma być przeprowadzana w latach 2013-33.

Co na to eksperci?- Jeśli te zmiany w ustawie coś dadzą, to jestem za. Natomiast jeśli będzie to oznaczać wyłącznie nowe opłaty dla przyszłych kierowców, to jestem przeciwny. Po co kłamać, że będzie bezpieczniej? - komentuje projekt Sebastian Chwalibogowski z Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Jego zdaniem wprowadzenie nowych przepisów niewiele zmieni, jeśli nie będą one konsekwentnie przestrzegane.

Kursy mogą podrożeć

Ośrodki szkolenia w całej Polsce jeszcze nie przeżywają oblężenia. Instruktorzy ostrzegają, że sytuacja się zmieni, gdy poznamy datę wprowadzenia ustawy. Mogą wtedy także wzrosnąć ceny. Obecnie:

Gdańsk cena kursu na kat. B - od 1250 do 1500 zł
dnia Czw 8:41, 11 Wrz 2008, w całości zmieniany 2 razy



Temat: 1
To zmiany,która mają wprowadzić.
Od stycznia trudniej będzie zdobyć prawo jazdy

Czeka nas rewolucja w egzaminach na prawo jazdy. Do końca września Rada Ministrów ma przyjąć ostateczną wersję projektu nowej ustawy o kierujących pojazdami, który właśnie przygotowało Ministerstwo Infrastruktury. Później projekt trafi pod obrady Sejmu. Bazujący na jednej z dyrektyw unijnych dokument ma szansę wejść w życie w przyszłym roku.

Gdy to nastąpi, diametralnie zmienią się kategorie praw jazdy i zasady egzaminowania. Dojdzie również do ujednolicenia przepisów obowiązujących w Polsce i innych krajach Unii Europejskiej. To efekt wstąpienia Polski do strefy Schengen.

Innym powodem proponowanych zmian są także niedoświadczeni i źle wyszkoleni kierowcy, którzy stanowią główne zagrożenie na drogach. Według analiz Polska ma statystycznie trzy razy więcej zabitych na 100 tys. mieszkańców niż pozostałe kraje europejskie. Najliczniejszą grupę kierowców stanowią osoby między 18. a 24. rokiem życia, posiadające prawo jazdy krócej niż dwa lata. Liczba wypadków przez nie powodowanych wzrosła w ciągu ostatniej dekady aż o 10 proc. Stąd zmiany w ustawie.
::: Reklama :::

Okres próbny

Ustawa wprowadza szeroki nadzór nad osobami, które dopiero co zrobiły prawo jazdy. Bez względu na wiek, w którym zdecydują się zdawać egzamin na prawo jazdy, czeka je dwuletni okres próbny, który będzie przedłużany o kolejne dwa lata, jeśli w tym czasie popełnią przynajmniej dwa wykroczenia. Według zapisów w projekcie dotyczyć ma to wszystkich, którzy uzyskali prawa jazdy kategorii B i A. Takie rozwiązanie obowiązuje już w Austrii, Estonii, Francji, Luksemburgu, Norwegii, Portugalii, Szwajcarii czy Szwecji.

Naklejki z listkiem

To niejedyne obostrzenia dla najmniej doświadczonych kierowców. Przez pierwsze siedem miesięcy nie będą mogli przekraczać prędkości 50 km/h w mieście i 80 km/h poza terenem zabudowanym, a przez rok na szybach ich aut mają być umieszczone białe naklejki z zielonym liściem. Jak pokazują doświadczenia krajów, które wprowadziły jazdę z osobą towarzyszącą lub okres próbny, liczba wypadków z młodymi kierowcami spadła od 20 do 50 proc.

Skutery jak pojazdy

Skutery i motorowery zostaną uznane za pojazdy silnikowe. Obecnie osoba pełnoletnia, aby móc nimi kierować, nie potrzebuje prawa jazdy, a nastolatki mogą nimi jeździć na podstawie karty motorowerowej. Według nowych przepisów te pojazdy, których pojemność silnika nie przekracza 50 cm sześc. będzie można prowadzić na podstawie nowej kategorii AM. W Polsce będzie można ją uzyskać już od 14. roku życia, podczas gdy np. w Wielkiej Brytanii, a także w niektórych innych krajach UE - dopiero od 16 lat. Oczywiście osoby posiadające tzw. wyższe kategorie prawa jazdy (A1, A2, B1, B) także będą mogły je prowadzić.

Gdy z motoroweru zechcemy przesiąść się na mocniejszy pojazd (np. quada lub motocykl o pojemności nie większej niż 125 cm sześc.), będą nam potrzebne uprawnienia kategorii A1 (motocykle i tzw. trójkołowce) oraz B1 (quady). Możemy je zdobyć nie wcześniej niż w wieku 16 lat. O dwa lata później mamy szansę zdać na kat. A2, która uprawnia do poruszania się jeszcze mocniejszymi motorami. Aby dosiąść choppera czy ścigacza, będą potrzebne (tak jak dotychczas) uprawnienia kategorii A. Można się o nie starać w wieku 20 lat, jeśli już przez co najmniej dwa lata posiada się uprawnienia kat. A2. W przeciwnym razie dolna granica wieku wzrasta do 24 lat.

Samochody osobowe

Tutaj pozornie zmiany nie są duże. Praktyczna część egzaminu na kat. B, na którą będzie można zdawać w wieku 18 lat, będzie wyglądać jak obecnie. Zmieni się natomiast część teoretyczna. Znikną zestawy testów, a zamiast nich pojawią się pytania dotyczące konkretnych, symulowanych sytuacji. Każdy ze zdających będzie miał tylko pół minuty na udzielenie poprawnej odpowiedzi. Baza pytań będzie niejawna i szersza od obecnej.

Czasowość dokumentów

Prawa jazdy będą wydawane maksymalnie na 15 lat, chyba że lekarz zdecyduje o skróceniu tego czasu. Za każdym razem, aby odnowić taki dokument, będziemy musieli przejść serię badań lekarskich i psychologicznych. Gdy ukończymy 56. rok życia, badania trzeba będzie powtarzać co pięć lat.

Wymiana dokumentów

Zmieni się także wzór praw jazdy. Mają przypominać karty mikrochipowe. Zatem musimy się liczyć z dodatkowymi kosztami. Oprócz opłaty za ponowne wydanie dokumentu zapłacimy też za badania lekarskie. Wymiana praw jazdy ma być przeprowadzana w latach 2013-33.

Co na to eksperci?

- Jeśli te zmiany w ustawie coś dadzą, to jestem za. Natomiast jeśli będzie to oznaczać wyłącznie nowe opłaty dla przyszłych kierowców, to jestem przeciwny. Po co kłamać, że będzie bezpieczniej? - komentuje projekt Sebastian Chwalibogowski z Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Jego zdaniem wprowadzenie nowych przepisów niewiele zmieni, jeśli nie będą one konsekwentnie przestrzegane.

Kursy mogą podrożeć

Ośrodki szkolenia w całej Polsce jeszcze nie przeżywają oblężenia. Instruktorzy ostrzegają, że sytuacja się zmieni, gdy poznamy datę wprowadzenia ustawy. Mogą wtedy także wzrosnąć ceny.
źródło: www.gdansk.naszemiasto.pl



Temat: W tym kraju nic nigdy się nie zmieni


Autoszkoły stracą bonus?
27-02-2009
Właściciele łódzkich szkół nauki jazdy ruszyli szturmem na Zbigniewa Skowrońskiego, dyrektora WORD w Łodzi. Nie spodobał się im pomysł likwidacji obowiązkowych kursów doszkalających dla tych, którzy trzy razy oblali egzamin na prawo jazdy.

Wniosek o zniesienie obowiązkowych pięciu godzin dodatkowych jazd dyrektor Skowroński złożył do ministra infrastruktury.

Właściciele autoszkół i instruktorzy są oburzeni. Czują się dotknięci stwierdzeniem, że pomysł dyrektora Skowrońskiego ma ukrócić korupcję, która rzekomo polega na dzieleniu się zyskami z kursów doszkalających przez egzaminatorów i instruktorów w szkołach nauki jazdy. Taki proceder jest badany przez policję w Gdańsku i Krakowie.

- Zabolało nas, że nieprawidłowości, które są badane w innych miastach, mogą rzutować na naszą pracę. W Łódzkiem nie ma korupcji - zapewnia Zbigniew Gryglas ze Stowarzyszenia Instruktorów i Właścicieli Szkół Jazdy. - Jaki mielibyśmy z tego zarobek? Może 30 złotych na jednym kursancie. Czy warto narażać reputację? A kursantowi kolejne jazdy są potrzebne, bo jeśli popełniał błędy na egzaminach, to musi się podszkolić, aby więcej mu się nie przydarzyły. Nie upieram się jednak za tym, aby dodatkowe kursy były obowiązkowe.

Dyrektor Zbigniew Skowroński uważa, że to kursant powinien decydować, czy potrzebuje dodatkowych godzin nauki jazdy. Nie powinien mu tego nakazywać żaden przepis ani ustawa.

- Często słyszę, że kursanci płacą 200 lub 250 złotych za kurs doszkalający, ale nie korzystają z dodatkowej nauki. Zapłacą, dostaną stosowny świstek i zapisują się na kolejny egzamin. Tak nie powinno być - twierdzi dyrektor Zbigniew Skowroński.

Gdy usłyszeli taką wypowiedź przedstawiciele szkół nauki jazdy, wyrazili sprzeciw i oburzenie.
- Takie praktyki nie mają u nas miejsca. Po co ktoś płaciłby za usługę, z której później nie skorzysta? - zastanawiał się Zbigniew Gede, właściciel autoszkoły.

- Potwierdzenie dodatkowych godzin nauki jazdy to nie żaden świstek - wtórował mu zdenerwowany Zbigniew Popławski z Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Ośrodków Szkolenia Kierowców.

Opinii właścicieli szkół nauki jazdy nie potwierdzają osoby, które wczoraj przyszły na egzamin do łódzkiego WORD przy ul. Smutnej.

- Mój narzeczony niedawno oblał egzamin po raz trzeci - opowiada Paulina Przybysz. - Zapłacił dwieście złotych i odebrał zaświadczenie o dodatkowych godzinach nauki jazdy. Nie spędził za kierownicą ani minuty w ramach doszkolenia, bo czuje się pewnie jako kierowca. Zmuszanie do płacenia nie jest uczciwe. To tylko nabijanie kasy właścicielom szkół jazdy.

zdania był Arkadiusz Zieliński, który wczoraj czekał w budynku WORD na dziewczynę, a sam ma prawo jazdy od sześciu lat.

- Jeśli ktoś czuje się na siłach zdać egzamin bez doszkalania, to nie powinien być do tego zmuszany - twierdzi Arkadiusz Zieliński. - Wiele osób nie czeka do trzeciego potknięcia, tylko już po pierwszym oblaniu bierze dodatkowe godziny. Moim zdaniem, dyrektor WORD ma dobry pomysł, ale nie dziwią mnie protesty właścicieli autoszkół, którzy stracą bonusy wynikające z tego niepotrzebnego przepisu.

Egzaminatorzy łódzkiego WORD również są za tym, aby nikogo nie zmuszać do dodatkowych kursów. Wśród nich rozgorzała wczoraj burzliwa dyskusja. W pomieszczeniu, gdzie czekają na przeprowadzenie egzaminu, wisi nasz środowy artykuł. Od tego dnia w pokoju egzaminatorów nie rozmawia się już o niczym innym niż o publikacji na naszych łamach.

Egzaminatorzy chętnie dzielą się opiniami o pomyśle dyrektora Skowrońskiego, ale chcą pozostać anonimowi. Proceder korupcyjny w Krakowie i Poznaniu dotyka bowiem ich środowisko.

- Nas nie interesuje, czy kursant spędził za kierownicą 30 czy 50 godzin. Nie wiemy, czy zdaje po raz pierwszy, trzeci czy dziesiąty. Oceniamy to, co zaprezentuje na drodze. Niektórym wystarczy kilkanaście godzin nauki, a innym nie pomoże nawet pięć kursów doszkalających, bo nie mają predyspozycji do prowadzenia samochodów - mówi jeden z najbardziej doświadczonych egzaminatorów łódzkiego WORD.

- Zdarza się, że kursanci wcisną się na egzamin dzień po dniu, a inni czekają po kilka tygodni - dodaje inny egzaminator. - Tylko od nich powinno zależeć, jak będą przygotowywać się do egzaminu i czy dodatkowe jazdy wykupią po trzecim potknięciu, czy już po pierwszym albo wcale.
Egzaminatorzy uważają, że największą bolączką nie są kursy doszkalające, ale instrukcje procesu egzaminowania. Są tak szczegółowe i rygorystyczne dla zdających, że potknięcia na egzaminie są czymś oczywistym.

Dyrektor WORD i szefowie autoszkół chcą zgłosić kolejną zmianę w przepisach. To złagodzenie instrukcji egzaminacyjnej, aby była na rękę zdającym. Debata nad sformułowaniem wniosku do ministra odbędzie się już 4 marca.

Źródło: www.polskatimes.pl autor:Marcin Bereszczyński

Oblewa się kursanta za niewłaściwe wystawienie bocznej nóżki, lecz nie oblewa za odchylanie tułowia na zewnątrz zakrętu - debilizm. Oblewa się za przyjście na egzamin w stroju motocyklowym, zaś toleruje wsiadanie ma motocykl bez rękawiczek - skandal!